Odrobina historii
Znajomość podstawowych faktów historycznych, umiejętność ich kojarzenia i wyciągania dla siebie wniosków ze zdarzeń przeszłych to bardzo cenna umiejętność. Trudno byłoby właściwie odebrać to, co mogliśmy zobaczyć w Peru bez choćby podstawowej znajomości historii kontynentu, zamieszkujących go cywilizacji, historii podboju Andów przez Hiszpanów i historii uniezależnienia się kolonii od Hiszpanii. Pora więc na mały wtręt historyczny – na razie o czasach prekolumbijskich.
Ameryka Południowa została zasiedlona około 40 tysięcy lat temu przez plemiona przybyłe z Azji przez cieśninę Beringa. Odkryte przez archeologów stanowiska pozwalają na wyodrębnienie w różnych okresach historycznych co najmniej kilkunastu cywilizacji, które rozwijały się na terenach tego kontynentu. Ślady najstarszych odnaleziono w Ekwadorze i północnym Peru. Trasa naszej wycieczki obejmowała tereny, na których odkryto między innymi ślady 4 kultur, czy też cywilizacji: Paracas, Nazca, Tiwanaku (Tiahuanaco) i oczywiście najlepiej znanej – państwa Inków (Tawantisuyu). O Paracas i Nazca wspomniałem przy okazji realcji z wysp Ballestas i płaskowyżu Nazca. Tiwanaku mieliśmy właśnie poznać, a państwo Inków – to była wisienka na torcie, czyli kolejne dni, które mieliśmy spędzić w Cuzco.

Tiwanaku (w języku Ajmara) czy Tiahuanaco (w języku Indian Quechua) to stanowisko archeologiczne położone na południe od jeziora Titicaca, na terytorium Boliwii. Znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ruiny miasta zostały odkryte jeszcze przez konkwistadorów. Szacuje się że w latach 300-1000 obszar państwa Tiwanaku pokrywał się w przybliżeniu z późniejszym państwem Inków – czyli obejmował dzisiejsze Peru i Boliwię oraz płn. część Chile. W okresie świetności w mieście Tiwanaku mieszkało prawdopodobnie 15-50 tys. osób, choć niektóre inne szacunki podają liczby kilkukrotnie wyższe. Około 1000 roku na płaskowyżu wokół jeziora Titicaca nastąpiła istotna zmiana klimatu, czego dowody dostarczają badania lodowców andyjskich. Przez około 400 lat ilość opadów drastycznie spadła, co spowodowało suszę i upadek rolnictwa. To z kolei pociągnęło za sobą upadek wielu miast. Samo Tiwanaku zostało opuszczone około 1000 roku, prawdopodobnie z powodu problemów z wyżywieniem. Według przypuszczeń naukowców plemię Uros zamieszkujące wyspy trzcinowe może być potomkami mieszkańców Tiwanaku. Kolejną cywilizacją, o której wiemy już całkiem sporo, a która była w pewnym sensie sukcesorem Tiwanaku – było państwo Inków.
Początki Państwa Inków datowane są na XII wiek. Pasterski lud zamieszkujący okolice Cuzco stworzył małe państewko pod wodzą Manco Capaca. Państwo przez około 200 lat musiało wykształcić świetne struktury i organizację. W 1438 roku władcą Inków zostaje Pachacuti Inca Yupanqui, znany jako Pachacutec i rozpoczyna się imponująca ekspansja. Następuje podział na 4 prowincje zarządzane przez prefektów, nad którymi władzę ma Sapa Inka – „Jedyny Pan”. Na przestrzeni 3 pokoleń, w czasie których rządzili 3 królowie: Pachccutec, Tupaq Inca Yupanqui oraz Huayna Capac z okolic Cuzco Inkowie podporządkowują sobie tereny od dzisiejszej Kolumbii na północy po środkowe Chile na południu. W roku 1527,w którym na ospę umiera Huayna Capac, panują nad całymi Andami i znajdującymi się na zachód od nich prowincjami, a także zapuszczają się w tereny dżungli na wschód od Andów. Metody ekspansji były wielorakie. Przede wszystkim Inkowie wysyłali szpiegów którzy sprawdzali stan organizacji sąsiadów, a następnie składali propozycję, którą Don Corleone zwykł nazywać „propozycją nie do odrzucenia”. Przedstawiali korzyści z wejścia w sojusz z wyżej rozwiniętym państwem. Ponieważ technicznie i organizacyjnie stali z reguły wyżej niż podporządkowywane państewka – te korzyści były dla podbijanych ludów rzeczywiście znaczące. Opornych przekonywano przy pomocy wojska. Dzieci lokalnych władców były zabierane do Cuzco w celu nauki oraz poznania zwyczajów i osiągnieć Inków. Równocześnie te dzieci stawały się swego rodzaju zakładnikami wymuszającymi posłuszeństwo poddanych w dalekich prowincjach. Zawierano również liczne małżeństwa z córkami lokalnych władców – dzięki czemu Inkowie utrzymywali kontrolę nad całym państwem. W podbitych rejonach zakładali garnizony wojskowe. Utrzymywali również miejscową wiarę. Czasem wręcz adoptowali bóstwa podbitych plemion i traktowali je jak swoje. Tak było w przypadku ajmarskiego boga Viracoczy, który stał się również bóstwem Inków.

Ekspansji Inków sprzyjały doskonałe na owe czasy drogi i organizacja służby komunikacyjnej w postaci gońców, co zapewniało szybki przekaz informacji. Każdy z gońców (chasqui) był odpowiedzialny za przekazanie informacji w postaci pisma węzełkowego (quipu) i korespondującego z tym przekazu ustnego pomiędzy stacjami odległymi z reguły o 10-15 km. Tam przekazywał quipu i wiadomość kolejnemu gońcowi. Pozwalało to na przesyłanie informacji z prędkością ponad 200 km na dobę. Czy to nie imponujący wynik? Dysponując wynalazkiem koła, zwierzętami pociągowymi, silnikami spalinowymi – ba, nawet odrzutowymi Poczta Polska potrafi zwykły list z Warszawy do Krakowa wieźć ponad tydzień, a Inkowie by to dostarczyli w niecałe 2 dni. Inkowie koła nie znali. To znaczy potrafili wyznaczyć obszar kolisty, jak mogliśmy zobaczyć w Moray, gdzie poletka doświadczalne miały kształt idealnego okręgu – ale na to aby przy pomocy koła coś transportować już nie wpadli. Nie mieli zwierząt pociągowych, bo lamy były jedynie stworzeniami jucznymi, a po drogach poruszali się pieszo – za wyjątkiem króla, który podróżował w lektyce.

Podstawą gospodarki Inków było rolnictwo, które wytwarzało spore nadwyżki żywności. Pozwalało to na ich gromadzenie i wykorzystanie w czasach nieurodzajów. Państwo troszczyło się w ten sposób o swych obywateli, zapewniając im opiekę i wsparcie w razie potrzeby, a wymagało od obywateli w zamian świadczenia pracy dla państwa. Utrzymywanie rozległych sieci dróg – mówi się o kilkunastu tysiącach km! – musiało wymagać dużego wysiłku organizacyjnego i dużej ilości gotowych do pracy ludzi. Rozbudowane spichrze zapewniały wyżywienie w czasach klęsk co dawało poczucie bezpieczeństwa socjalnego. Może dlatego idee socjalistyczne są do dzisiaj bardzo popularne wśród mieszkańców kontynentu – można powiedzieć, że państwo socjalne Inków zdawało egzamin przez kilkadziesiąt lat aż do swego upadku, który nastąpił z przyczyn zupełnie innych niż ekonomiczne. Czy dzisiejsze tęsknoty za socjalizmem w Ameryce Łacińskiej – pozwalające na robienie kariery przez takich „magików” jak Che Guevara, Fidel Castro czy Hugo Chavez nie są jakimś pokłosiem sukcesu państwa Inków, które potrafiło zadbać o swoich obywateli, gdyż miało duże nadwyżki żywności?
Rolnictwo Inków stało na niesłychanie wysokim poziomie. Konstrukcje tarasowe zapewniające możliwość uprawy ziemi na stromych zboczach zapewniały również odpowiednią wilgotność gleby. Specjalne kanały nawadniające zapewniały dostępność wody, a umiejętna lokalizacja pól w okolicach zbiorników wodnych i kanałów melioracyjnych sprzyjała zmniejszeniu wahań temperatur. Dzięki wykorzystaniu pojemności cieplnej wody unikano w ten sposób przymrozków tak szkodliwych dla upraw. Uprawiano głównie kukurydzę, ziemniaki, komosę ryżową, bawełnę i kokę. Należy zwrócić uwagę na fakt, że wszelka uprawa odbywała się ręcznie – uprawianie poletek na tarasach musiało być bardzo pracochłonne. Tym bardziej należy podziwiać wygospodarowanie nadwyżek żywnościowych w skali całego państwa. Agrotechniczny kunszt Inków pozwolił im na prowadzenie upraw nawet na wysokości 5300 m npm. W rejonie Arequipy właśnie na tej wysokości znaleziono ślady kanałów irygacyjnych nawadniających uprawy.
Inkowie nie pojmowali zachłanności Hiszpanów na złoto. Ponoć ich król Atahualpa żartował, że Hiszpanie odżywiają się złotem – stąd ich obsesyjna żądza posiadania tego kruszcu. Żądza, która dla Atahualpy i dla Imperium Inków miała się okazać zgubna. Dla Inków, którzy nie znali nawet żelaza, a w dziedzinie obróbki metali byli w epoce brązu – złoto nie przedstawiało takiej wartości, jak dla Hiszpanów, dla których był to środek wymiany towarowej. Inkowie wymieniali towary na towary – ale ta wymiana była bardzo ograniczona, a najważniejszym towarem była dla nich żywność.
Gwałtowny rozwój państwa musiał doprowadzać do sytuacji, w której pojawiały się stronnictwa i zwalczające się grupy interesów. Było to zwłaszcza widoczne po śmierci władców. System dziedziczenia nie był jednoznaczny i między potomkami władcy, który często miał kilku – kilkunastu synów pojawiały się konflikty. Jeden z takich konfliktów po śmierci Huayna Capaca miał mieć zgubne skutki dla całej cywilizacji inkaskiej. Ale o tym kiedy indziej.
