Ranne ptaszki na wyspach Ballestas
Niezbyt dobrze wyspani, czując jeszcze w kościach wczorajszy przelot przez Atlantyk wyruszamy po śniadaniu autobusem na południe. Zwiedzanie Limy jest zaplanowane na koniec wyprawy, a dzisiaj musimy dotrzeć do Nazca, po drodze zaliczając rezerwat ptaków „Islas Ballestas”. Późniejszy wyjazd mógłby nam uniemożliwić rejs na wyspy, gdyż w porze południowej zaczyna mocno wiać i fala może zatrzymać kutry w porcie. Po kilku godzinach jazdy autobusem spędzonych głównie na drzemaniu przerywanym informacjami podawanymi przez przewodniczkę dojeżdżamy do portu Paracas, gdzie wsiadamy na łodzie motorowe. Wypływamy na ocean. Po drodze zaliczamy „El Candelabro” czyli kandelabr z Paracas. To geoglif – rysunek stworzony na Ziemi. Przez kogo i kiedy? W zasadzie nie wiadomo. Są różne hipotezy, ale żadna nie jest udowodniona. Znalezione w pobliżu pozostałości porcelany badane metodą izotopową wskazują na 200 r. przed Chrystusem i kojarzone są z preinkaską kulturą Paracas.

Sam rysunek ma kształt trójramiennego świecznika. Jego oś wyznacza dokładnie kierunek południowy. Został wyżłobiony w kamienistym i piaszczystym podłożu na głębokość do 1m a wysokość około 190 m. Widać go z odległości ponad 20 km z morza, co sugeruje, że mógł to być jakiś rodzaj znaku nawigacyjnego. Naukowcy nie wiążą tego rysunku ze znajdującymi się dwieście kilometrów dalej na południe słynnymi liniami Nazca. Jest oczywiście mnóstwo paranaukowych hipotez powstania tego rysunku, które mogłyby być tematem odrębnych publikacji. Według innych hipotez mogło to być przedstawienie halucynogennej rośliny Datura stramonium (Bieluń dziędzierzawa), zwanej dawniej czarcim zielem. Podczas naszej podróży próbowaliśmy różnych naparów z roślin, łącznie z herbatą z koki dostępną w Peru dosłownie wszędzie. Kult roślin, które mają cudowne właściwości jest w tym kraju powszechny. Czy jednak mógł on doprowadzić do tworzenia tak monstrualnych rysunków w ziemi? Obserwując podczas podróży autobusem zamiłowanie tubylców do układania wielkich napisów z kamieni na zboczach gór odnoszących się do codziennych spraw – jak np. zakończenie nauki w szkole – trudno oprzeć się wrażeniu, że pozostawianie po sobie wielkich znaków na ziemi jest po prostu wpisane w naturę zamieszkującego Peru społeczeństwa.
Po kolejnych 10-15 minutach dopływamy już do samych wysp Ballestas. Ilość ptaków obsiadujących i krążących wokół wysp jest ogromna. Posiłkowani informacjami o ptakach przez przewodniczkę i przez Marka – członka naszej grupy wybitnie zakręconego (w absolutnie pozytywnym tego słowa znaczeniu) ornitologa amatora – strzelamy obiektywami na lewo i prawo fotografując kolejne okazy egzotycznych dla nas ptaków – kormoranów, flamingów, pelikanów, głuptaków. Potem okazuje się, że i tak najlepsze zdjęcia miał Marek, który sfotografowane okazy „odhaczał” w dźwiganej w bagażu kolorowej, ważącej grubo ponad kilogram monografii „Birds of Peru”. Jeśli w autobusie słychać było nagle odgłos seryjnie spuszczanej migawki – był to niechybny znak, że w okolicy pojawił się jakiś ptak, a Marka Nikon go perfekcyjnie uwiecznił.

Wyspy Ballestas to nie tylko ptaki – ale również lwy morskie zwane chyba poprawniej uchatkami. Niezwykle egzotyczne dla europejczyka pingwiny, kojarzone raczej z biegunem południowym znajdują się na tym terenie dzięki wspomnianemu zimnemu prądowi oceanicznemu. Najbardziej na północ wysunięte miejsce gniazdowania tych ptaków to wyspy Galapagos na równiku, których wybrzeża obmywa ten sam zimny prąd peruwiański. Przy powrocie do portu w Paracas uchatki dały prawdziwy popis. Zwabione resztkami zrzucanymi do wody przez rybaków podpłynęły blisko naszego statku. Można je było filmować w wodzie z odległości kilku metrów.

Wyspy Ballestas i sąsiadujące z nimi wyspy Chincha odgrywały dość istotną rolę w ekonomii Peru. Od 1840 roku Peru rozpoczęło pozyskiwanie guana z wysp Chincha. Hiszpańskie zakusy na pieniądze z tego bogactwa i fakt nieuznawania Peru aż do 1879 roku doprowadziło do tzw wojny o guano i hiszpańskiej okupacji wysp Chincha w latach 1864 – 1866. Dzisiaj w czasach sztucznych nawozów guano nie jest aż tak atrakcyjnym towarem – choć w dobie mody na rolnictwo ekologiczne nadal odgrywa ważną rolę. Z wysp Ballestas wywozi się guano obecnie co 3 lata. Ostry zapach tego bogactwa czuć w powietrzu wokół wysp.
Od półwyspu Paracas, u nasady którego właśnie się znajdowaliśmy, zaczyna się jedna z najsuchszych pustyń na świecie – Atacama. Najbardziej suche jej tereny znajdują się w północnym Chile. Od Paracas do granicy z Chile wąski, kilkunastokilometrowy pas piaszczystych wydm jest z rzadka przerywany wyschniętymi korytami okresowych rzek spływających z Andów. Mało przyjazny teren, ale pełen swoistego uroku. Niezwykle suchy region znajdujący się bezpośrednio nad największym oceanem Ziemi.
W porcie naszą uwagę przykuł znajdujący się tam krzyż, który funkcjonował prawdopodobnie jako przydrożna kapliczka. Co nas zdziwiło, to fakt, że do samego krzyża dodano mnóstwo różnych symboli – drabina, młotek, gwoździe, obcęgi, kogut, włócznia i wiele innych. Potem podobne krzyże widzieliśmy w wielu innych miejscach kultu religijnego. Do symbolu krzyża dodaje się w Ameryce Łacińskiej przedmioty, które są kojarzone z męką Chrystusa.

Po obiedzie w miejscowej knajpce udaliśmy się w dalszą drogę. W stolicy prowincji – Ica skręciliśmy w boczną drogę, aby po około 3 km dojechać do osady Huacachina. To urocza oaza w środku pustyni. Małe jeziorko otoczone piaszczystymi wydmami zagospodarowane na potrzeby mieszkańców jako mały ośrodek wypoczynkowy. Przyciąga też turystów możliwością jazdy samochodami terenowymi po wydmach jak i uprawianiem sandboardingu – czyli zjeżdżania na desce, tyle że po piasku zamiast po śniegu. Co kto lubi. Próbuję sobie wyobrazić wywrotkę na takim podłożu i jakoś nie mam ochoty spróbować. Chyba jednak wariant jazdy na desce po śniegu jest mi bliższy.

Kolejny postój to już w pobliżu Nazca przy wieży obserwacyjnej pozwalającej zobaczyć część słynnych linii i rysunków pozostawionych na tym terenie przez kulturę Nazca. Podobnie jak w przypadku kandelabru z Paracas – tak i tutaj dokładny cel powstania tych rysunków nie jest znany. Powstały one poprzez zdjęcie wierzchniej warstwy czerwono – brązowego żwiru i odsłonięcie jaśniejszego podłoża. Głębokość linii to zaledwie kilkanaście centymetrów. Można podziwiać linie, figury geometryczne, ale również kilkudziesięciometrowe rysunki zwierząt czy roślin. Z samej wieży widać niewiele, więc ostrzyliśmy sobie apetyty na następny dzień, na loty awionetką nad całym płaskowyżem.
Wieczorem, przed udaniem się do hotelu mieliśmy wizytę w zakładzie ceramicznym, który wyrabia pamiątki zgodnie z odtworzonymi recepturami kultury Nazca rozwijającej się na tych terenach pomiędzy I a VII wiekiem naszej ery. Charakterystyczne dla tych wyrobów są naczynia z dwoma szyjkami połączonymi czymś w rodzaju strzemiączka. Wszystko bardzo kolorowe we wzory nawiązujące do miejscowych wierzeń i mitologii. Najpierw obejrzeliśmy pokaz modelowania, malowania i polerowania wyrobów – a potem oczywiście mieliśmy możliwość zakupu pamiątek. I w ten oto, typowy dla wycieczek objazdowych sposób, na ścianie w naszym domu pojawiła się kolejna kolorowa skorupa budząca jakże przyjemne skojarzenia.

